Lojalnych klientów nie zdobywa się sztuczką. Daj im powód, by wracali

Pierwotny tytuł tego artykułu porównywał zdobywanie lojalnych klientów do pracy handlarza narkotyków: darmowa pierwsza próbka, a potem człowiek ciągle wraca. Było to prowokacyjne, zapadało w pamięć i prawdopodobnie przyciągnęło uwagę w 2014. Dziś wycofałbym tę metaforę. Klient nie powinien być uzależniony. Powinien mieć dobry powód, by wrócić.

U podstaw tej prowokacji pozostaje jednak ta sama zasada: zanim poprosisz kogoś o pieniądze, pokaż, że rozumiesz jego problem. Użyteczny artykuł, checklista, szablon lub krótka analiza może zmniejszyć niepewność skuteczniej niż kolejny akapit o tym, jacy jesteśmy świetni.

Darmowa treść nie jest przynętą, lecz małym dowodem

Dobre materiały dostępne za darmo nie działają dlatego, że są darmowe. Działają, gdy pomagają komuś wykonać konkretny krok i pokazują, jak myślisz. Nie muszą mieć dwudziestu tysięcy słów. Często jedna uczciwa strona, z której ktoś rzeczywiście skorzysta, jest lepsza.

Zaczynam od pytań, które firma naprawdę słyszy w sprzedaży, wsparciu lub podczas konsultacji — a nie od pytań, na które marketing chciałby, żeby ludzie odpowiadali. Różnica zwykle jest znacząca.

  • Jaką decyzję ta osoba podejmuje właśnie teraz?
  • Czego jej brakuje: informacji, porównania, dowodów czy odwagi, by coś odrzucić?
  • Czy możemy pomóc przed zakupem, nie zamieniając materiału w zamaskowaną ulotkę?
  • Czy treść w naturalny sposób prowadzi do kolejnego kroku?

Google zaleca tę samą solidną podstawę: twórz przede wszystkim dla ludzi, pokazuj rzeczywiste doświadczenie i nie zostawiaj czytelników z koniecznością szukania właściwej odpowiedzi gdzie indziej. To dobry test niezależnie od SEO. Szczegółowo opisano go w dokumentacji dotyczącej pomocnych treści stawiających ludzi na pierwszym miejscu.

Traktuję historyczny wynik jako dowód, nie jako przepis

W lutym 2014 roku, 1 411 osób zapisało się na tego bloga w ciągu 28 dni. W pierwotnym artykule udokumentowano to zrzutem ekranu ówczesnych statystyk. To dobry historyczny wynik, ale nie obietnica, że dziś wystarczy stworzyć e-book, dodać formularz i czekać na te same liczby.

Platformy, koszt uwagi i oczekiwania ludzi się zmieniły. Co najważniejsze, sama liczba kontaktów bez informacji o ich jakości to tylko większa liczba w arkuszu kalkulacyjnym. Ważniejsze jest to, ile odpowiednich osób skorzystało z materiału, ile wykonało wartościowy kolejny krok i czy komunikacja wygenerowała biznes opłacalny ekonomicznie.

Praca zaczyna się po zdobyciu kontaktu

Kontakt nie jest kopalnią złota. To zgoda na konkretną komunikację w konkretnym kontekście. Gdy ktoś chce checklistę pomagającą wybrać narzędzie do e-mail marketingu, nie oznacza to automatycznie zgody na niekończący się ostrzał ofertami wszystkiego, co akurat sprzedaje firma.

  1. Dostarcz dokładnie to, co obiecałeś. Nie ukrywaj warunków za formularzem.
  2. Wyjaśnij, co wydarzy się dalej. Powiedz, jak często będziesz pisać i na jaki temat.
  3. Podążaj za pierwotnym problemem. Segmentowanie według wyrażonego zainteresowania jest zwykle bardziej użyteczne niż zbieranie z góry dziesięciu danych.
  4. Mierz kolejny krok. Nie tylko pobranie, lecz także odpowiednie kliknięcie, odpowiedź, zapytanie lub zakup.
  5. Ułatwiaj odejście. Utrudnianie rezygnacji z subskrypcji nie jest sprytnym sposobem na retencję. To dobry sposób, by zirytować zarówno człowieka, jak i dostawcę jego skrzynki pocztowej.

Kiedy treść w zamian za kontakt nie ma sensu

Nie tworzyłbym e-booka tylko dlatego, że „tak się robi”. Jeśli firma nie potrafi później prowadzić użytecznej komunikacji, nie rozwiązała kwestii zgody na wysyłkę albo nie wie, co komercyjnie zrobić z kontaktem, formularz będzie przede wszystkim generować pracę operacyjną.

Nie zamykałbym też każdej dobrej idei za bramką. Publiczny artykuł może zdobywać linki, budować zaufanie i docierać do kogoś, kto dopiero nazywa swój problem. Materiał dostępny po podaniu e-maila ma sens, gdy zapewnia dodatkową praktyczną wartość, a nie wtedy, gdy tylko przestawia pięć publicznych akapitów do formatu PDF.

Nie chodzi o to, by dać ludziom spróbować, a potem ich złapać. Chodzi o wykonanie małego kawałka dobrej pracy, zanim poprosisz ich o podjęcie ważnej decyzji.

O łączeniu treści z długofalową komunikacją piszę w artykule Jak połączyć blog i e-mail marketing. Jeśli najpierw musisz uporządkować cały system marketingowy, przejrzyj internetową checklistę projektu albo opisz swoją sytuację na stronie współpracy.

Potrzebujesz jasności w marketingu?

Najpierw uporządkujmy sytuację.

Jeśli Twoja firma stoi przed podobną decyzją, krótko przedstaw mi kontekst. Sprawdzimy, czy warto kontynuować.

Opisz sytuację